Opowieści zza torów – olsztyńskie Zatorze
Nasz kolejny spacer po olsztyńskim Zatorzu zaczynamy na skwerze na rogu ulic Limanowskiego i Żeromskiego. Dzisiejsza Limanowskiego została wytyczona ok. 1909 r. Nazywała się wtedy Groblą Hohenzollernów (Hohenzollerndamm) i sięgała jedynie do narożnika z dzisiejszą Niedziałkowskiego. Dalsza część jej zabudowy powstała dopiero w latach 20. i 30. w charakterystycznym dla tego okresu stylu – modernizmie.
WERSJA AUDIO >> SŁUCHAJ PODCASTU
Ulica została zaprojektowana z rozmachem – otrzymała większą nić zwykle szerokość, jezdnie rozdzielił pas zieleni. Obie strony zostały obsadzone ok. 1910 r. kasztanowcami, przez co po wojnie nazywano ją Kasztanową Aleją. Do naszych czasów z tych pierwszych nasadzeń ostało się zaledwie kilka drzew. W czasach hitlerowskich w drugiej połowie lat 30. ulica otrzymała nazwę Hermann-Goering-Strasse. Po wojnie w połowie 1946 roku krótko nosiła nazwę Włodzimierza Zagórskiego, syna powstańca styczniowego i sybiraka Jana Zagórskiego i rosyjskiej księżnej Anny Kozłowej.
Skrzyżowanie ulic Kolejowej, Żeromskiego i Zientary-Malewskiej wyglądało pierwotnie inaczej niż dziś. Najstarsze domy stały na początku ulicy, do skrzyżowania z Niedziałkowskiego. Przed wybuchem I wojny światowej przy Limanowskiego zabudowanych było 13 parceli. Do dziś zachowała się tylko jedna z tych najstarszych kamienic – pod adresem Niedziałkowskiego 1. Jeszcze w latach 50. XX w. u zbiegu Limanowskiego i Niedziałkowskiego działała stara kuźnia, a obok był postój dorożek konnych.

SKLEP CARLA SANIO
Co przychodzi Wam do głowy, kiedy słyszycie hasło „sklep z artykułami dla panów”? Taki właśnie sklep działał na początku XX wieku w narożnej 3-piętrowej kamienicy przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Limanowskiego i Żeromskiego. Prowadził go Carl Sanio. Spróbujmy wyobrazić sobie, co można było tu kupić.
Po pierwsze – oczywiście cygara. Na początku XX wieku były one dla mężczyzn czymś więcej niż tylko używką. Stanowiły ważny symbol statusu społecznego, zamożności, męskości i stylu życia. Często towarzyszyły rozmowom biznesowym, politycznym czy towarzyskim. Cygaro było wówczas popularnym towarem luksusowym – dostępnym jednak już nie tylko dla elit, lecz także dla zamożniejszej klasy średniej.
Po drugie – kapelusze. Meloniki, bardzo popularne w miastach, kaszkiety noszone przez robotników oraz cylindry przeznaczone do wieczorowych, formalnych strojów.

Przy okazji męskich nakryć głowy od razu przypominają mi się perypetie Alojzego Śliwy (1885–1969). Śliwa – znany pod pseudonimem Kuba spod Gietrzwałdu – był prozaikiem, poetą, publicystą i działaczem społecznym, rodowitym Warmiakiem, z zawodu krawcem. W swojej książce „Spacerki po Olsztynie” (wydanej w 1967 roku) wspomina bal krawców, który odbył się na początku XX wieku w „Domu Kopernika”, późniejszej powojennej restauracji „Pod Żaglami” przy ulicy Pieniężnego.
Pisał tak:
„Na ów bal krawców trzeba było obowiązkowo wyplichnąć się w cylinder, tak zwany szapoklak. Panował on wówczas wszechwładnie na wciórkich tego rodzaju zabawach, przyjęciach, weselach. I ja, acz niechętnie, na moim weselu w roku 1914 w Berlinie zmuszony byłem ustroić się w to nakrycie głowy, w czym – jak niektórzy weselnicy twierdzili – miałem wyglądać niezbyt wesoło. No ale cóż, jak moda to moda!
Zdobycie cylindra na ową zabawę naraziło mnie na nie lada kłopot. Kupić go – to na moją chudą kieszeń za wielki wydatek. Jedynym wybrnięciem z tej przykrej sytuacji było zdobycie go drogą pożyczki… (…) Udałem się do tego handlarza w mojej ciężkiej potrzebie i nie zawiodłem się, gdyż cylinder otrzymałem za niewysoką opłatą.
Gdy następnego dnia po balu, dobrze wypoczęty, zbudziłem się ze snu i sięgnąłem po ów utrapiony cylinder – struchlałem. O zgrozo! Ujrzałem w nim sporą dziurę wypaloną prawdopodobnie papierosem. Skutek był taki, że musiałem potem cały koszt kapelusza zapłacić – na raty, ponieważ na jednorazowy wydatek 10 marek nie pozwalał mi mój szczupły zarobek. Taki żałosny epilog przyniosła mi moja pierwsza zabawa w Olsztynie. No, ale »cierp ciało, coś chciało«!…”[1].
Mamy już cygaro i kapelusz. Czas na laskę – elegancki dodatek do stroju spacerowego. Wystarczy przyjrzeć się panom na starych fotografiach wykonanych w plenerze na początku XX wieku: laska w dłoni to bardzo częsty atrybut.
Jakie jeszcze artykuły dla panów można było kupić w takim sklepie? Na przykład trzyczęściowe garnitury złożone z marynarki, kamizelki i spodni – te najczęściej miały wysoki stan. Koszule wyposażone były w usztywniane, często odpinane kołnierzyki, co ułatwiało ich pranie. W sprzedaży były zapewne także krawaty i muszki, modne wówczas szale, szelki – zamiast pasków, które były mniej popularne – oraz rękawiczki, skórzane lub materiałowe. Elegancki pan nosił również spinki do mankietów i szpilki do krawatów, drobne elementy podkreślające styl. Nie mogło zabraknąć bielizny: długich kalesonów, podkoszulków z długim rękawem czy skarpet – zazwyczaj długich, sięgających kolan. W asortymencie znajdowały się także pomady i olejki do włosów, pozwalające uzyskać modną, gładko zaczesaną fryzurę.
Możecie zapytać, czy mieszkańców Zatorza było stać na takie stroje. Niektórych z pewnością tak. Przed innymi życie stawiało wyzwania związane z obowiązującymi konwenansami. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Dziś również niemal każdy mężczyzna ma w szafie garnitur – nawet jeśli zakłada go tylko kilka razy w życiu.
Kamienica czynszowa, na parterze której Carl Sanio prowadził swój sklep z artykułami dla panów, spłonęła w 1945 roku, podpalona przez Armię Czerwoną. Dziś w jej miejscu stoją budynki mieszkalne z użytkowymi parterami – Limanowskiego 1 i 3 – wzniesione w latach 1959–1961 w miejscu uprzątniętych ruin. Przez pewien czas działał tu jeden z nielicznych wówczas w Olsztynie sklepów samoobsługowych „Pod kasztanami”, wyróżniający się wielką neonową reklamą.
Na początku lat 60. XX w. pod numerami 5, 7 i 9 olsztyńscy artyści plastycy otrzymali usytuowane na ostatnich piętrach, w przeszklonych nadbudówkach, mieszkania lokatorskie połączone z pracowniami twórczymi. Temat ten podejmowałam TU (kliknij). Zamieszkali tu także przedstawiciele olsztyńskiej inteligencji, wyżsi urzędnicy, sędziowie prokuratorzy, nauczyciele i członkowie struktur ówczesnej władzy.
Pod numerem 13 od 1962 roku funkcjonowała eksperymentalna w skali miasta ekspresowa pralnia chemiczna, wyposażona w nowoczesny agregat do prania na sucho. Można było na poczekaniu wyczyścić ubranie. Pod numerem 15 działał słynny w Olsztynie w latach 60.-70. salon odzieżowy „Elegant”, przed którym na bulwarze urządzano nawet plenerowe pokazy mody.
Ulicą Limanowskiego jeździły trolejbusy – ich końcowy przystanek znajdował się na rondzie u zbiegu ulic Limanowskiego z Jagiellońską. Rondo to zbudowano w 1963 roku i było to pierwsze rondo w Olsztynie. Linia nr 3 jeździła do Kortowa, a 4 na Kolonię Mazurską. Trolejbusy zniknęły na przełomie lat 60./70.
Ulica Limanowskiego zasadniczo zmodernizowana została w pierwszej połowie lat 60. XX w. Powstało nie tylko wspominane rondo, ale też nowy wiadukt nad torami. Ulicę Limanowskiego przebudowano ponownie także w latach 90. XX w., likwidując rondo czy wysepkę przy bulwarze niedaleko wiaduktu.
Na początku lat 90. zupełnie zmienił się krajobraz zbiegu ulicy Limanowskiego z Żeromskiego. Po jednej stronie Żeromskiego powstał ciąg pawilonów usługowo-handlowych. Wyburzono też kompleks starych baraków dawnych warsztatów kolejowych – w tym miejscu i na terenie dawnych ogrodów postawiono szereg niewysokich kamienic mieszkalnych z użytkowymi parterami. Na ich zapleczu, w miejscu pchlego bazaru i targowiska, w latach 90. XX zbudowano, dziś nieczynną, miejską halę targową „Zatorzanka”.
TOFFEL i ZATORZE
Kiedy mówimy o historii Zatorza, bardzo szybko trafiamy na nazwisko, które w tej części Olsztyna pojawia się wyjątkowo często. Toffel. A właściwie cała rodzina Tofflów – mistrzów murarskich i przedsiębiorców, którzy współtworzyli gospodarcze życie miasta w drugiej połowie XIX i na przełomie wieków XIX/XX.
Jedną z ciekawszych postaci był Mathias Toffel – mistrz murarski i biznesman. Na Zatorzu zbudował co najmniej dwa budynki, które były jego własnością. Wille stały przy ulicy Kolejowej, czyli Eisenbahnstrasse, tuż obok wiaduktu nad torami kolejowymi. Wiadukt powstał w 1887 roku i był ważnym elementem komunikacyjnym łączącym Zatorze z resztą miasta. Domy Toffla zlokalizowane były blisko dworca kolejowego, przy trakcie wartemborskim prowadzącym do Barczewa.
W 1899 r. właścicielką obu domów była wdowa po mistrzu murarskim Katharina Toffel, zamieszkująca pod nr 17. Walter, syna Mathhiasa, odnotowany jest jako właściciel obu nieruchomości w 1903 r.
Do dziś zachował się tylko jeden z tych budynków. Stoi przy ulicy Kolejowej 16. Powstał w 1889 roku i jest bardzo charakterystyczny – jego elewacje są bogato zdobione detalem klasycyzującym, co jak na tę część miasta było wówczas dość reprezentacyjne. To jeden z najstarszych zachowanych domów na Zatorzu. W kolejnych latach właściciele domu nr 16 często się zmieniali. Kto mieszkał w tym domu w 1899 roku? Pracownicy kolei.

Drugi dom – pierwotnie bliźniaczy wobec pierwszego – już nie istnieje. Stał obok i był gotowy już w 1892 roku. W 1908 roku kupił go Adolf Fischer, który prowadził tu sklep z delikatesami i towarami kolonialnymi. Fischer przebudował budynek i urządził w nim restaurację oraz hotel.
HOTEL FISCHER
Tak powstał Hotel Fischera, który działał w latach 1909–1945. Był to jeden z najmniejszych hoteli w Olsztynie. W 1938 roku oferował zaledwie 14 miejsc noclegowych, a właścicielem był już Ewald Fischer. Miejsce przyciągało gości prostą obietnicą: tanie i czyste pokoje. A dokładniej – były to podobno najtańsze noclegi w mieście. Lokalizacja była idealna: blisko dworca i przy szosie wartemborskiej prowadzącej do Barczewa i dalej.
Sam budynek był czymś więcej niż tylko hotelem. Funkcjonowały tu: restauracja, sala bilardowa, a także sklep sprzedający towary kolonialne, delikatesowe, monopolowe, cygara, galanterię i artykuły metalowe.
Po wojnie budynek nadal stał. Działał tu krótko Hotel Mazur. Potem pomieszczenia na pierwszym i drugim piętrze przerobiono na mieszkania, a na parterze ulokował się apteka mgr. Ottona Fajertaga. Po upaństwowieniu aptek lokal przerobiono na piwiarnię, potem cukiernię i ciastkarnię, by finalnie otworzyć cieszący się popularnością, choć owiany niekonieczne dobrą sławą bar Zatorze.
BAR ZATORZE
Bar Zatorze był „… niezbyt szczęśliwie zlokalizowany, gdyż podochoceni goście nieraz zakłócali spokój mieszkańcom Zatorza, zwłaszcza powracającym wieczorem przez wiadukt do swoich mieszkań w tej części okolicy” – pisze Czesław Browiński w książce „Olsztyn 1945-1970” [2].
Niektórzy o barze Zatorze mówią wprost – mordownia . Klimat tego typu lokali świetnie oddaje wpis na jednym z internetowych forów. Autor podpisał się jako „szyszkerdt”. Co prawda mówi o innym miejscu, jednak mam wrażenie, że w barze Zatorze panowała podobna atmosfera.
Wspomina: „Każde miasto miało swoje mordownie. Jadąc starą Warszawską przypomniałem sobie, że kiedyś (…) w barze kat. IV „Pod Kogutem” toczyło się „prawdziwe życie”. Miałem wtedy może z 10-12 lat. Zabrał mnie tam kolega, który szukał swojego ojca. Wrażenie zostało do dziś. Zapamiętałem jaja w majonezie, zeschnięty ser w kostkach na wyszczerbionych talerzach „Społem” i krew na ścianach, wielką bufetową i betonowe lady, których nie można było przewrócić. I ta woń, woń zupełnie nieporównywalna z niczym. Kultura menelska zanikła z nadejściem „nowych czasów”. (…) Knajpy wiele mnie nauczyły. To prawdziwa szkoła” [3].
Ostatecznie budynek baru Zatorze został wyburzony na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. Dziś w tym miejscu stoją pawilony handlowe pobudowane w latach 90.
TOFFEL i ZATORZE
Wracamy na olsztyńską ulicę Kolejową i do rodziny Tofflów. Mathias Toffel był mistrzem murarskim i jedną z najbardziej znanych postaci XIX-wiecznego Olsztyna. W latach 1866–1869 pełnił zaszczytną funkcję przewodniczącego rady miasta. Dom rodzinny Tofflów stał przy dzisiejszej ulicy Dąbrowszczaków 12. Był to jeden z pierwszych budynków wzniesionych w tej części miasta. Dziś znajduje się tu siedziba Prokuratury Okręgowej.
Mathias Toffel zasłynął jako budowniczy Hotelu Deutsches Haus, powstałego w latach 1879–1880. Przez cały czas swojego istnienia, mimo, że potem przebudowany, był to jeden z najlepszych adresów noclegowych w Olsztynie. Hotel stał na rogu dzisiejszych ulic Dąbrowszczaków i Piłsudskiego. Toffel jako murarz zasłużył się także przy budowie zespołu rzeźni miejskiej w 1880 roku. Był również głównym wykonawcą powstałego w 1877 kościoła ewangelicko-augsburskiego.
Rodzina Tofflów prowadziła także różne inne przedsięwzięcia gospodarcze. W tylnej części posesji hotelu Deutsches Haus działała parowa fabryczka wódek, likierów i wody mineralnej, prowadzona przez Waltera Toffla, syna Mathiasa.
Walter miał też tartak na Zatorzu, który znajdował się w rejonie dzisiejszych Żeromskiego, Sienkiewicza i Limanowskiego. Zakład spłonął w 1902 roku, a w jego miejscu zbudowano później kolejne domy kolejowe. Z kolei Catharina Toffel, wdowa po Mathiasie, zarządzała cegielnią na Zatorzu.
I to dobrze pokazuje charakter tej dzielnicy w tamtym czasie. Zatorze przez długi czas miało półindustrialny charakter – obok domów mieszkalnych działały tu tartaki i cegielnie, które należały do istotnych przedsiębiorstw Olsztyna końca XIX wieku. A pokładów gliny tu nie brakowało.

Tofflowie pozostawili na Zatorzu jeszcze jeden ślad… Grób Waltera Toffla znajduje się do dziś na zatorzańskim cmentarzu św. Józefa. Niedawno został odrestaurowany. I można powiedzieć, że to bardzo symboliczne miejsce. Bo choć wiele budynków, które powstały dzięki tej rodzinie, już nie istnieje, to ich historia wciąż jest wpisana w krajobraz Zatorza – dzielnicy, która wyrastała jednocześnie z kolei, przemysłu i przedsiębiorczości takich ludzi jak Tofflowie.
KOLEJOWA 15
Przechodzimy do domu przy Kolejowej 15. Powstał on w 1890. Najpewniej postawił go bagażowy Johann Borchert, który był jego właścicielem w 1899. Stanowisko bagażowego było bardzo istotne w okresie największego rozkwitu kolei w XIX i XX wieku.

Czym zajmował się bagażowy? Głównym zadaniem bagażowego była obsługa bagażu rejestrowanego pasażerów. W czasach, gdy podróżowano z dużymi kuframi, a nie małymi walizkami, bagażowy był niezbędny. Na stacjach początkowych odbierał bagaż od pasażera, ważył go, sprawdzał, przyczepiał etykietę i wydawał kwit bagażowy. Bagażowy odpowiadał za bezpieczne przeniesienie bagaży z peronu do specjalnego wagonu bagażowego (często połączonego z pocztowym). W czasie jazdy często znajdował się w wagonie bagażowym, dbając o to, by bagaże nie uległy zniszczeniu i nie przemieszczały się. Na stacji docelowej bagażowy wyładowywał bagaże i wydawał je pasażerom za okazaniem kwitu bagażowego. Wraz z rozwojem pierwszych linii kolejowych bagażowy stał się nieodzowny. Pociągi dalekobieżne posiadały dedykowane wagony bagażowe, a obsługa bagażu była kluczowa dla komfortu zamożnych pasażerów.
W okresie powojennym (PRL), bagażowi byli standardem na dworcach PKP. Wraz z upowszechnieniem się lekkich walizek na kółkach oraz zmianą charakteru podróży (szybsze pociągi, mniejsza ilość przewożonych przedmiotów), rola bagażowego zaczęła spadać. Obecnie ich funkcję przejęli sami pasażerowie. Na dworach są automatyczne skrytki bagażowe.
Wracamy do domu przy Kolejowej 15. Dom nadbudowano o drugie piętro pod koniec lat 20. XX w., czyli pierwotnie był niższy i miał nieco inny kształt. W 1934 dobudowano jeszcze tylną przybudówkę – toaletę.
Inny Borchert – Otto – przy skrzyżowaniu dzisiejszych Limanowskiego i Zientary-Malewskiej w 1915 r. prowadził zakład fryzjerski – wynajmował lokal w nieistniejącej już kamienicy czynszowej. Pewnie coś łączyło obydwu Borchertów. Raczej to nie przypadek, że dwóch panów o takim samym nazwisku działało w tej samej okolicy.
ZATORZE – TARTAKI I CEGIELNIE
Przy ul. Kolejowej, mniej więcej tu gdzie dziś stoi Zatorzanka, działał tartak cieśli Gottlieba Zahlmanna. Funkcjonowała tu także kuźnia i stolarnia. W latach 30. XX w. tartakiem zarządzała Helena Zahlmann, która oddała tartak w dzierżawę W. Schnittkowi, który następnie tartak odkupił. Budynek istniał jeszcze pod koniec lat 50. XX w.
W okolicy ul. Kolejowa 10 swoją cegielnię prowadził Otto Naujack – rzeźnik, cegielnik, radny miasta, rentier. Glinę do wypalania cegieł początkowo pozyskiwano, ścinając wszystkie zbocza i pagórki w okolicy cegielni. W 1892 r. architekt Robert Luckhardt na zniwelowanym przez cegielnię Naujacka terenie opracował pierwszą siatkę ulic i rozplanowanie przestrzenne nowej dzielnicy.
Olsztyn od końca lat 70-tych XIX w. zaczął się rozbudowywać, a do tego potrzebne była cegła, Naujack więc szybko się dorobił na nowym interesie. Jego cegielnia obok cegielni Maxa Liona były głównymi dostawcami cegły do wznoszenia nowych budynków w gwałtownie rozrastającym się Olsztynie na przełomie XIX/XX w.
OSIEDLE KOLEJOWE NA ZATORZU
Wyobraźmy sobie Olsztyn sprzed stu trzydziestu laty. Miasto rozwija się dynamicznie, a jednym z najważniejszych motorów tego rozwoju jest kolej. I właściwie można powiedzieć coś bardzo prostego: to właśnie kolej stworzyła Zatorze.
Linia torów wyraźnie oddzieliła północną część miasta – tę „za torami”. I właśnie tam zaczęło powstawać zupełnie nowe osiedle. Dziś stoi tu kilkanaście budynków wzniesionych specjalnie jako domy dla pracowników kolei. To miejsce ma niezwykły klimat – króluje tu czerwona cegła, a całość odzwierciedla niewielką kolejową kolonię mieszkaniową z przełomu XIX i XX wieku.
Wszystko zaczęło się w 1895 roku, kiedy zarząd niemieckich kolei postanowił zbudować w Olsztynie osiedle mieszkaniowe dla swoich pracowników. Wybrano teren przy jednej z dopiero planowanych ulic – Ciesielskiej, czyli dawnej Zimmerstrasse. Dziś znamy ją jako ulicę Żeromskiego.

Najpierw powstały trzy budynki mieszkalne wraz z towarzyszącymi im obiektami gospodarczymi. Były to dzisiejsze domy pod numerami 8, 9 i 34. Już w 1898 roku wszystkie były w pełni zamieszkane. Domy otrzymały charakterystyczną dla budownictwa kolejowego formę: wzniesione z czerwonej cegły, z dwuspadowymi dachami, a obok nich stanęły budynki gospodarcze w konstrukcji muru pruskiego.
Ulica ma tu wyraźny spadek, dlatego budynki podzielono na segmenty, które zaakcentowano uskokami w kalenicy dachu. To bardzo charakterystyczny detal, który można zauważyć do dziś. W 1903 roku pojawiła się tu kanalizacja. Warto jednak pamiętać, że standard mieszkań był zupełnie inny niż dziś – ubikacje były wspólne. Dlatego do domów dobudowano dwu- lub trzykondygnacyjne przybudówki na osi klatek schodowych, od strony podwórza.
W tym samym czasie zarząd kolei starał się zdobywać kolejne działki pod dalszą zabudowę. Już w 1897 roku prowadzono negocjacje z Hermannem Kywallem, właścicielem posesji położonej przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Jagiellońskiej (dawnej Wadąskiej) i Żeromskiego. Nieskutecznie.
O kierunkach rozwoju osiedla kolejarzy zdecydował przypadek, swoją drogą tragiczne wydarzenie. W 1902 roku spłonął tartak Waltera Toffla, który stał w sąsiedztwie – przy Żeromskiego, w kierunku dzisiejszej Limanowskiego. I w ten sposób na jego miejscu zbudowano kolejne domy mieszkalne dla pracowników kolei.

Do 1905 roku, przy ulicy Żeromskiego – która była już wyposażona w wodociąg, kanalizację i gaz – powstało sześć kolejnych domów. Dziś są to budynki pod numerami: 10, 11, 12, 31, 32 i 33. Co ciekawe, część z nich – dokładnie domy 11, 31, 32 i 33 – była zamieszkana już w 1903 roku, więc są nieco starsze. Niektóre z tych budynków wyróżniają się bogatszą dekoracją.
Rozwój osiedla trwał dalej. W 1911 roku powstały domy przy Żeromskiego 14 i 15. A rok później, w 1912, wzniesiono cztery kolejne budynki w tzw. Zaułku Piaskowym (Sandgasse). Dziś to ulica Sienkiewicza 9, 10, 11 i 12. Na ich elewacjach można dostrzec bardzo ciekawy detal – ślady po dawnym logo kolei, czyli uskrzydlonym kole.
Zabudowa kolejowa była podporządkowana ogólnym zasadom urbanistycznym obowiązującym w mieście. Oznaczało to między innymi, że domy oddzielano od ulicy ogródkami. Przy mieszkaniach funkcjonowały także niewielkie poletka uprawne, przyporządkowane do poszczególnych lokali. Dlatego do dziś wokół tych domów zachowało się sporo otwartej, niezabudowanej przestrzeni.
Spacerując po tej części Zatorza, można zobaczyć jeszcze wiele śladów dawnej zabudowy kolejowej. Zachowały się: duże połacie starego bruku, pojedyncze stare drzewa, a na niektórych podwórkach pojawiły się nowe nasadzenia, klomby i ławki w ramach miejskiej akcji „Podwórka z natury”.
Przetrwało też kilka budynków gospodarczych w konstrukcji muru pruskiego. Pełniły kiedyś bardzo różne funkcje – były składzikami, obórkami, kurnikami czy małymi spichlerzami.
Warto też wiedzieć, że domy kolejarzy powstały nie tylko przy Żeromskiego. Kolejowa zabudowa znajduje się również po drugiej stronie ulicy Limanowskiego, przy dzisiejszej ulicy Marii Zientary-Malewskiej.
Najbardziej okazała jest kamienica pod numerem 2, wzniesiona w 1908 roku. Dalej powstało też mniejsze osiedle kolejarzy, określane jako kolonia kolejowa. Zbudowano je na początku XX wieku – jeszcze przed 1908 rokiem – pod adresami Zientary-Malewskiej 30, 32 i 34.
I kiedy dziś spacerujemy po Zatorzu, patrząc na te ceglane domy, brukowane podwórka i stare drzewa, łatwo zrozumieć jedną rzecz: to nie była zwykła zabudowa mieszkaniowa. To była mała kolejowa społeczność – miejsce stworzone dla ludzi, którzy pracowali przy torach, pociągach i dworcach. I właśnie dlatego Zatorze ma dziś tak wyjątkowy, trochę industrialny, a z drugiej strony bardzo domowy charakter. O historii kolei i kolejarzy po II wojnie światowej mówiłam TU (kliknij).
cdn
Magda Malinowska, przewodnik turystyczny po Olsztynie, Warmii i Mazurach
Pozostałe artykuły/podcasty o Zatorzu:
Olsztyńskie Zatorze – szlakiem secesji
Bibliografia:
[1] Alojzy Śliwa, Spacerki po Olsztynie, Olsztyn 1967, s. 51-52.
[2] Czesław Browiński, Olsztyn 1945-1970, Olsztyn 1974, s. 97.
[3] https://forum.gazeta.pl/forum/w,64,32250843,32250843,stare_olsztynskie_knajpy.html
Olsztyn 1353 – 2003, red. Stanisław Achremczyk, Władysław Ogrodziński, Olsztyn 2003.
Rafał Bętkowski, Olsztyn jakiego nie znacie, Olsztyn 2010.
Stanisław Piechocki, Dzieje olsztyńskich ulic, Olsztyn 1998.
Stanisław Piechocki, Olsztyn magiczny, Olsztyn 2002.
Zatorze – magiczna dzielnica Olsztyna, praca zbiorowa, red. Joanna Piotrowska, Olsztyn 2016.

Oby więcej takich miejsc w sieci.Dobrze się to czytało. Ciekawie udało się zachować ten balans między osobistym tonem a konkretem. Dobrze się czyta coś, co powstało z ciekawości, a nie z obowiązku.
Bardzo mi miło. Dziękuję za komentarz.